Nazwa „NanoSatelity" nie jest przypadkowa. Zaczynamy skromnie - od cudzych satelitów i winnicy pod Wołyńcami - ale patrzymy dalej. To strona o tym, dokąd to zmierza.
Korzystamy z tego, co już krąży nad głową: Sentinel-2 (ESA, 10 m, co 5 dni) i Landsat (NASA, termika). Zdjęcia są darmowe i publiczne - cała wartość jest w tym, że liczymy z nich warstwy, pilnujemy ich za Ciebie i tłumaczymy je językiem rolnika, a nie językiem GIS-u.
Kolejny krok to gęstsze i dokładniejsze dane: Planet Labs (3 m, codziennie) na poważniejsze zlecenia oraz SAR (radar Sentinel-1), który widzi przez chmury. Równolegle rozszerzamy się poza winnice - na sady, chmielniki i pola. Ta sama mapa, coraz więcej warstw.
Stąd nazwa domeny. Marzy nam się, żeby kiedyś nie tylko odczytywać cudze satelity, ale mieć własne, tanie nanosatelity nakierowane na konkretne uprawy. Mówimy o tym uczciwie: to wizja, nie roadmapa produktu. Nie obiecujemy dat. Ale kierunek jest jasny - z ziemi, na orbitę, po dane, których dziś jeszcze nie ma.
To nie metafora. Nazwiska twórców Winnicy Pustkowie znalazły się na czipach łazika Perseverance i lądownika InSight - w ramach akcji NASA „Send Your Name to Mars". NanoSatelity to kolejny krok tej samej drogi: od winnicy na Pustkowiu, przez orbitę, dalej.